.

.

poniedziałek, 15 lutego 2016

# Na Ratunek


Zdarzało mi się w Przylądku Nadziei patrzeć przez te wielkie okna. Czekając, aż mój mały Pacjent wyplącze się z tych wszystkich kabli, rureczek, aż go odepną od pomp podających leki. Aż wreszcie po tych wszystkich zabiegach będzie mógł pójść zrobić siku i wrócić. I znowu, aż przyjdzie Pani Pielęgniarka podepnie przewody do "broviaka" i będziemy mogli wrócić do rozmowy.

Zdarzyło mi się siedzieć na parapecie, kiedy Mama mojego Małego Pacjenta  kurcząc się z rozpaczy, szeptała, że przerzuty są już wszędzie i dobrze, że chociaż nie boli..

Zdarzyło mi się też nie zdążyć..

Okna w Przylądku Nadziei są duże.
Za oknami jest park.
Czasem na spacer przychodzą całe rodziny.
Ludzie w pośpiechu biegną z pracy do domu.
Po drodze jeszcze dzieciaki trzeba odebrać...
Kupić farby na plastykę. Odwieść na angielski. "No ubieraj się szybciej bo nie ma czasu!"
Na tramwaj. Na kawę z przyjaciółką. Na imprezę. Zobaczyć się z ukochaną osobą. Podpisać kredyt w banku. Kupić ziemniaki. Znowu zepsuł się samochód. Przemoczyłam buty. Masakra co za beznadzieja.
Znowu pada.
Nienawidzę.
Znowu się spóźnię.
Mam dość.
Jutro..

Kiedy choruje dziecko, choruje cała rodzina.

Nie, nie wyobrażaj sobie jakby to było, gdyby Ciebie spotkało coś takiego.
Nie pytaj też gdzie jest Bóg.
Nie mów, że to jest niesprawiedliwe.
Nie mów, że tak nie powinno być.
I nie myśl.."gdybym mogła sprawić cud..."




Zamiast tego przytul dziś trochę mocniej swoje dzieci przed snem.
Nie twierdź, że jesteś niedobrą Matką bo Twoje dziecko je cukier, gluten i czasem odpuszczasz mu wieczorne mycie zębów, kiedy zaśnie na kanapie oglądając bajkę...
Ciesz się z małych rzeczy.
Myśl dobrze o sobie.
Zauważaj...
Pamiętaj, że życie jest cudem.

Wiesz, że bez magicznej mocy też możesz uczynić świat trochę lepszym? I, że od największego współczucia lepsza jest najmniejsza pomoc ?


"kto ratuje od zagłady jedno życie, to tak jakby ratował cały świat". 


Zachęcam Cię do odwiedzenia strony Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową, która wspiera Małych Pacjentów w tej ciężkiej walce...
Przekazując swój 1% podatku na rzecz Podopiecznych Fundacji ratujesz życie...

Podaj dalej.

wtorek, 5 stycznia 2016

Ulica Wielkiej Kolędy

"A podobno jest gdzieś ulica,
(lecz jak tam dojść? Którędy?)
ulicy zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy." *

- Madziu, Madzieńko.. - mówiła i ściskała małą rączkę, a szpitalna sala stawała się większa i większa.

W którym momencie ta jedna komórka oderwała się od reszty i rozpanoszyła po wszystkich kościach?
Mówili, że leczenie zakończone.
Że jak minie 5 lat. Pięć lat. Magiczna granica. Most nad przepaścią.
Kiedy to było?
Czy wtedy, kiedy zdmuchnęłaś tylko 4 z 6 świeczek na torcie?
Czy jak oglądałyśmy burzę z okna samochodu ?
Czy w tamto upalne lato na mazurach ?

Czy katastrofa może wydarzyć się tak cicho ?

- Mamusiu muszę spać..

Śnieg padał uparcie zasypując park za oknem. Ołowiane chmury były jak obietnica.
Jutro ktoś się ucieszy.
Słowa się skończyły.
Pompa z morfiną szumiała wypełniając każdy skrawek milczenia.

Gdzieś rodził się Bóg. Gdzieś.
Nigdy wcześniej i nigdy później Boże Narodzenie nie miało tyle sensu.





- A Pani nie wraca dziś do domu? Już wieczór.
- Nie. Dziś nie wracam.
- To będzie Pani z nami w te ostatnie Święta. Prawda?

Gdyby została tutaj każda spadająca łza..
Pod tą podłogą powinien zebrać się ocean.

" I wybrał najsmutniejszy szpital -
Pocieszyć rannych bardzo cichych,
Których cichości Bóg nie przeczuł.
Tak mówił do każdego łóżka:
Witaj w tę świętą noc, w ten wieczór".**



*K.I. Gałczyński
** S. Czernik






piątek, 17 lipca 2015

Słowa

I tak zbliżałyśmy się w tych białych przestrzeniach do horyzontu śmierci.
Czasu bezczasu.
Czegoś.
W tamtą niedzielę przemierzyłyśmy życie do brzegów.
Noc przesiąkająca dzień jak atrament wpełzający w rozpostarte płótno.

W samo południe. W środku dnia jej ręka odnalazła moją.

- To będzie dzisiaj.. 

Wiedziałam. Bo kiedy szłam korytarzem do izolatki na samym końcu zatrzymała mnie pielęgniarka. A później lekarz .I nawet sanitariuszka krzyczała, żeby tam nie iść bo podłoga mokra, a Ona i tak nie rozumie. W powietrzu zawisł ten znak ręką, że to wszystko już na nic.

- To będzie dzisiaj. W niedzielę. Kiedyś najbardziej lubiłam niedziele. Miały w sobie urok tajemnicy i oczekiwania. Czekałyśmy z siostrą, aż mama zawoła nas na obiad. Później zwykle wychodziła do kościoła, a my otwierałyśmy każdą szufladę, każdą szafeczkę, skrzynkę, które znajdowały się w domu. Sama nie wiem czego szukałyśmy. Taka dziecięca ciekawość.

- I udawało się wam czasem znaleźć coś interesującego?
- Kiedyś znalazłyśmy małą zawiniętą w niebieski papier paczuszkę listów. Pożółkłe kartki zapisane pochyłym atramentowym pismem. Rozszyfrowywanie ich zajęło nam kilka kolejnych miesięcy.

- O czym były te listy?
- O miłości. Były o czekaniu. Tęsknocie. Prawdzie. Poświęceniu. Ale najbardziej o miłości. O mnie i mojej starszej siostrze. O czasach w których dla wielu umarła wiara w ludzi. Później w najgorszych chwilach mojego życia przywoływałam sobie te proste słowa moich rodziców rozdzielonych wojną, ogromną przestrzenią, granicami krajów na długie lata i myślałam jak wiele człowiek jest w stanie znieść. Wracały do mnie słowa mojej mamy zawsze wpatrzonej w horyzont za oknem. Czekającej. Mówiła do mnie "jesteś cudem". Nie miałyśmy nic. Tylko te słowa. Siebie.

- I te słowa rozpostarte między Wami pomagały przetrwać?

- Zawsze.



Bo czasem słowa są wszystkim co mamy.
Tym najważniejszym.
Obdarowujemy nimi nasze dzieci i puszczamy je w świat.
Zbieramy je od ludzi, których spotykamy i skrzętnie przechowujemy by wyciągnąć w odpowiedniej chwili.
W chwili zachwytu i w najczarniejszej godzinie.
Słowa.
Mogą być jak skrawek sukienki, która zaplątała się w obracające koła.
Ale mogę być też podmuchem.
Pędem.